- Dei, nie masz tu innych herbat? - odrzekł zdesperowany głos dochodzący z kuchni. Deidre lekko wzdrygnęła się na przezwisko użyte przez Sophie do jej osoby. Dei.
Z jego ust zawsze perfekcyjnie to brzmiało.
- Jest tylko czarna - westchnęła szatynka. Opieka nad nią była wręcz wskazana, dlatego też jej znajomi i przyjaciele nie wychodzili za progi mieszkania dwudziestolatki ani na krok.
- Tylko czarna i czarna. Nigdy nie lubiłaś, zresztą tak, jak ja - nieco rozbawiona już blondynka weszła do salonu, w którym przebywała jej przyjaciółka. Ślepy by zauważył, że z dziewczyny nie pozostało już nic. Smutna, rozdarta dusza (o ile ta dusza się jeszcze nie wykruszyła) w drobnym, ostatnio kościstym ciele. Sophie poczuła ukłucie w sercu, kiedy spojrzała na nieludzko wystające obojczyki dziewczyny, następnie na jej dłonie, w których trzymała papierek złożony w kostkę.
- Co tam masz?
Deidre zacisnęła palce wokół papieru zgniatając go. Jej wzrok był pusty, ale w tej pustce można było dostrzec prawdziwe cierpienie. Jej usta uformowane w cienką linię i przeszklone oczy były dowodem na to, że dziewczyna próbowała ze wszystkich sił się nie rozpłakać.
- On to trzymał - pękła podając skrawki przyjaciółce. Sophie doskonale wiedziała co właśnie trzymała w dłoni. Nie pierwszy raz już czytała treść listu od zmarłego chłopaka. Znała już go prawie na pamięć i w sumie nie wiedziała dlaczego w ogóle zaczęła się zastanawiać co dziewczyna mogła trzymać w ręce.
- Spokojnie - blondynka potarła dłonią plecy szatynki w pocieszającym geście. Nie miała zamiaru wiecznie jej pocieszać. Doskonale znała Deidre. Przyjaźniły się od wielu lat i szczerze nigdy, aż do tej pory, nie poznała jej od tej strony. Kiedyś każdy, kto usłyszał jej imię i nazwisko znał tą dziewczyną. Piękna, pewna siebie, silna… Można by było wymieniać. A teraz? Zamknięta w sobie, zaniedbana i rozdarta. Ale kto by się zdziwił?
- Zapomnij o nim - Sophie przerwała chwilę ciszy dosyć mocnymi słowami jak na obecne okoliczności. - Harry był dla nas wszystkich przyjacielem - powiedziała smutno, lecz donośnie. Miała zamiar wyciągnąć dwudziestolatkę z tego dołka i pomóc jej żyć dalej.
- Myślę, że dobrze by było gdybyś jednak znalazła ten zeszyt - głos studentki rozniósł się po pokoju. - Będziesz wtedy miała jakąś jego część.
Deidre spojrzała się na nią jakby ujrzała ducha. Słowa koleżanki kompletnie ją ogłupiły. Nie miała siły myśleć o nim, co dopiero szukać jakiejś rzeczy należącej do niego.
- Pomyśl o tym, idę na zajęcia - oznajmiła Sophie praktycznie promieniejąc. Chciała choćby w najmniejszym stopniu przenieść swoją pozytywną energię na przyjaciółkę. Nie skutkowało.
Blondynka była na drugim roku w miejscowym collegu. Od przeszło roku namawiała Deidre na to, aby także przeniosła się do akademiku, ale ona wolała beztroskie życie u boku kochającego, dobrze ustatkowanego mężczyzny ze świetlaną przyszłością. Harry pochodził z bogatej, prawniczej rodziny, zaś Deidre od zawsze pasjonowała się literaturą. Chciała zostać pisarką, więc Sophie nie widziała niczego na przeszkodzie aby podszkolić się w collegu, ale to osobista decyzja. Przynajmniej teraz nie musiałaby siedzieć całymi dniami w mieszkaniu i rozmyślać 'co by było gdyby'.
♡
- Sprzedaj mieszkanie - propozycja rzucona przez Anne Styles po drugiej stronie telefonu była wypowiedziana z niewzruszoną łatwością.
- Proszę pani - szatynka delikatnie zaczęła ale jej przerwano.
- Byłyśmy na ty - skarciła ją. Kobieta była typową bizneswomen po czterdziestce. - Wiem, że jest ci ciężko, nam też. W końcu był naszym jedynym dzieckiem - Deidre usłyszała, jak mamie Harry'ego załamuje się głos.
- Do rzeczy. Mówiła, sprzedaj mieszkanie. Jest dużo warte, pieniądze będą dla ciebie kochanie - Anne promieniała. - Mogłabyś kupić sobie nowe, zostawić wspomnienia za sobą.
- Anne, to bardzo śmiałe z twojej strony - dziewczyna uśmiechnęła się. - Również miłe, ale nie wiem czy mogłabym to zrobić.
- Rozumiem cię. Po prostu pomyśl o tym - wyczuwalne było, że kobieta uśmiechnęła się w tamtym momencie. - Przepraszam cię, muszę kończyć - mówiąc to, rozłączyła się.
Wszyscy dookoła mówili tylko 'pomyśl o tym'. Sęk w tym, że dziewczyna nie chciała o niczym myśleć.
Mijały kolejne dni, stan psychiczny jak i fizyczny szatynki polepszał się w miarę możliwości jej znajomych. Odzyskiwała wiarę i nadzieję na lepsze życie i powoli próbowała pogodzić się z rzeczywistością. Nie prawdą było to, co jej mówili. Jak miała o nim zapomnieć? Zapomnieć o najlepszej części jej życia? Nie chciała tego. Nigdy o nim nie zapomni. Po prostu będzie żyć ze świadomością, że już nigdy nie poczuje zapachu jego wody kolońskiej czy jego delikatnych ust.
♡
W normalnych okolicznościach nikt nie otwiera drzwi komuś, kto puka o czwartej nad ranem do drzwi, ale niesenność dziewczyny pozwoliła na popełnienie tego błędu. Przekręciła zamek i jeszcze chwiejnymi ruchami otworzyła drzwi.
__________________________________________
God damn it mamy pierwszy rozdział!
Wolno pisane, od razu mówię :)
Więc… Co myślicie o Deidre? Sophie? Anne?
Może macie już swoją podświadomą opinię na temat osoby Harry'ego?
Jak myślicie, kto zapukał do drzwi? :D
jest świetne! czekam na kolejny rozdział! :)
OdpowiedzUsuń