niedziela, 7 września 2014

Rozdział 3

- Kupiłam Ci trochę pieczywa - krzyknęła z kuchni Sophie podczas gdy Deidre próbowała znaleźć odpowiedni kanał dla siebie. Zaczęła się przekonywać do telewizji, ponieważ nigdy nie miała ani czasu, ani ochoty na tego typu marnowanie czasu. Zwykle poświęcała go przyjaciołom, chłopakowi oraz książkom. Ale co miała zrobić teraz, kiedy jej życie zrobiło fikołka?

- Dzięki - odparła bez wyrazu ciągle klikając w jeden i ten sam przycisk na pilocie.

Blondynka przy rozpakowywaniu świeżo zrobionych zakupów dla przyjaciółki, jak co rano, zauważyła na stole dwa puste kubki po kawie. Było ułożony na przeciwko siebie, więc dziewczyna nie miała wątpliwości, czy ktoś tu był.

- Miałaś gościa? - zaniepokojony głos doszedł do salonu, w którym rozzłoszczona Deidre szukała programu.

- Tak - powiedziała nie wyraźnie. Sophie stanęła obok niej przyglądając się uważnie temu, co robiła.
- Dlatego właśnie nigdy nie lubiłam telewizji! Nic w niej nie ma - burknęła szatynka i zrezygnowana rzuciła pilota na drugą część kanapy.

- Kto tu był?

- Co? - Deidre spojrzała na przyjaciółkę.

- Pytałam się, kto u ciebie był. Dei, obudź się w końcu.

- No właśnie! - dziewczyna odzyskiwała energię, niestety nie pozytywną, lecz na odwrót.
- Miałam ci to opowiedzieć. Dzisiaj około czwartej próbowałam zasnąć, kiedy usłyszałam donośne pukanie do drzwi. Brak snu pozwolił mi na otworzenie drzwi - mówiąc to ziewnęła.

- Deidre, jesteś coraz głupsza - blondynka wykorzystała okazję, kiedy dziewczyna nic nie mówiła. - Kto normalny o tej godzinie puka? Do prywatnego mieszkania?

- Chcę ci powiedzieć, że otworzyłam i stał tam Louis. Powiedział, że na pewno Harry chciał, żebym go poznała. Wprosił się na kawę, porozmawialiśmy i dzisiaj chyba też się z nim spotkam, więc idź - dwudziestolatka mówiła jak nakręcona.

- Wolniej, wolniej - zaśmiała się przyjaciółka. - Jaki Louis? Przystojny? Podoba Ci się?

- Naprawdę idź już na zajęcia - Deidre obdarzyła ją przyjaznym uśmiechem i ponagliła w stronę wyjścia.

- O nie moja droga. Natychmiast masz mi opowiedzieć wszystko. Wszystko! - podkreśliła.

- Soph, to nic takiego. Jest całkiem atrakcyjny, jest tatuażysta ale… Zna Harry'ego.

- Wiele ludzi go zna? - wzruszyła ramionami. - Znało - poprawiła się. - Wiem, że to boli, rozumiem cię. Dei, nawet nie wiesz, jaka jestem szczęśliwa, że widzę cię wprost promieniejącą. Przez tyle czasu zadręczałaś się tym, że go z nami nie ma. Na pewno nie chciałby doprowadzić cię do tego stanu.

Mówiąc to, dziewczyna uderzyła w kolejny czuły punkt Deidre.

- Nie, ty nic nie rozumiesz - pokręciła głową z wydostającymi się łzami z oczu. - Cholerne nic! Nigdy nikogo nie straciłaś!

- Ej! Ja chcę ci pomóc, ciągle to robię! Ale sama nie dajesz nic od siebie. Masz zamiar spędzić całe życie w tym mieszkaniu, użalając się nad sobą? Albo goniąc przeszłość? Przeszłości nie ma, umarła. Tak. Dosłownie, umarła. Harry jest twoją przeszłością i pogódź się z tym, ponieważ mówię to otwarcie. Go już nie ma. I naprawdę mi przykro, ale weź się w garść, albo zostaniesz sama - Sophie jej wygarnęła. Zapadła głucha, niewygodna cisza podczas gdy dziewczyny wpatrywały się przez chwilę w siebie. Było można wyczuć w powietrzu wszystkie uczucia. Złość, smutek, ból, cierpienie, panikę i miłość.

- A jeśli idziesz na spotkanie z tym tatuażystą, cała w skowronkach tylko dlatego, że powiedział "Harry chciałby, żebyś mnie poznała" - zacytowała. - To lepiej nie idź.

Deidre nie wiedziała co ma myśleć. W jej głowie rozpętał się huragan wspomnień, ale ponownie zapadła pustka, przypominając jej po raz kolejny w jakim stanie się znalazła. Doskonale sobie zdawała sprawę z tego, co mówiła do niej przyjaciółka. Doskonale o tym wiedziała. Wiedziała, że to prawda, ale bała się tego przyznać. Nie chciała uwierzyć w tą prawdę.

- Lepiej idź już na zajęcia - odparła półszeptem szatynka. Sophie skierowała się w stronę wyjścia zakładając na ramię czarną, skórzaną torebkę.

- Tak na marginesie, w zeszłym roku zmarł mój dziadek i... - powiedziała obojętnie ze smutnym uśmiechem na ustach i wyszła.

Dwudziestolatka poczuła się jak śmieć. Nie powinna tak naskakiwać na swoją przyjaciółkę, która ciągle przy niej była. W dodatku nie powinna mówić o utracie kogoś, ponieważ zapewne nikt inny niż Sophie nie przekonał się na własnej skórze lepiej niż ona, jak to jest kogoś stracić. W wieku dwunastu lat została osierocona, jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Musiała wyprowadzić się z dalekiego Los Angeles do Londynu, gdzie mieli wychowywać ją dziadkowie. Właśnie wtedy jako jeszcze młode nastolatki te dwie dziewczyny się poznały. Sophie nie dosyć, że co roku przeżywa bardzo mocno rocznicę śmierci jej rodziców, to do tego dochodzi jeszcze dziadek, z którym się bardzo związała.
Deidre nie mogła uwierzyć, że w ogóle powiedziała do niej coś tak głupiego. Nie wiedziała sama, co miało to oznaczać. Zapomniała przez co jej przyjaciółka przeszła? Czy może miała na myśli utratę partnera? Szatynce było wstyd i miała ochotę zapaść się pod ziemię, ale równocześnie gonić w ramach złożenia przeprosin, swoją przyjaciółkę.


- Louis Tomlinsos? - Deidre powiedziała do telefonu. W odpowiedzi usłyszała tylko niewielki śmiech.

- Tomlinson, ale tak - dalej rozbawiony głos rozbrzmiał w jej głośnikach. - Deidre?

- Tak, przepraszam. Nie czuję się dzisiaj najlepiej - miała na myśli raczej, że w ogóle ostatnio nie czuje się dobrze. Miała na myśli to, że jej myśli ograniczają się jedynie do samobójstwa i rozpaczy, ale inteligentnie, skutecznie i sprytnie ujęła to wszystko w wypowiedzianym przez nią zdaniu.

- Ale twój telefon mam rozumieć za chęć spotkania się ze mną na kawę?

- Może...

- Genialnie, w takim razie widzimy się w Glass Café o szesnastej? Wybacz, że tak późno, ale aktualnie jestem na konwencji tatuażu, spróbuję się wyrwać - odparł spokojnie.

- Uhh, jasne. Do zobaczenia.


Deidre sama nie wiedziała w jakim celu ma się z nim spotkać. Czy faktycznie chciała go lepiej poznać i wieść normalne życie, czy będzie drążyć temat Harry'ego?




niedziela, 10 sierpnia 2014

Rozdział 2

  W normalnych okolicznościach nikt nie otwiera drzwi komuś, kto puka o czwartej nad ranem do drzwi, ale niesenność dziewczyny pozwoliła na popełnienie tego błędu. Przekręciła zamek i jeszcze chwiejnymi ruchami otworzyła drzwi.

 - Ty jesteś Deidre?

Przed przekrwionymi oczami dziewczyny pojawił się obraz stojącego w przejściu mężczyzny, który znał jej imię. Było to faktem wprawiającym dziewczynę w stan przerażenia, szczególnie, jeśli działo się to o czwartej w nocy, a jej tajemniczy gość był jej całkowicie nieznany.
Nie była pewna czy odpowiedzieć 'tak' na pytanie zadane przez niebieskookiego. Miał lekki zarost, przez co wyglądał na na pewno więcej niż 20 lat. Deidre bała się, że coś ostatnio przeskrobała, a człowiek stojący przed nią miał zwiastować nadchodzące kłopoty.

Owszem, zwiastował kłopoty.

- Kim pan jest? - niezdecydowanie podjęła się próbie pozostania anonimową.

- Louis Tomlinson, miło mi - przeczesał włosy palcami po czym podał dłoń dziewczynie w przyjaznym geście. Deidre potrząsnęła lekko jego ręką po czym sama doszła do słowa.

- Deidre Bailey - przedstawiła się zakładając kosmyk jej długich, brązowych włosów za ucho. Było jej wstyd, że stoi w samym szlafroku z kompletnym nieładem na włosach i podkrążonymi oczami przed widocznie zadbanym, wyperfumowanym mężczyzną. Ale kogo to obchodzi? Przecież była czwarta godzina, to szatynowi powinno być wstyd nachodzić kogokolwiek o tej porze.
- Ale nie wiem czy jestem tą, którą pan szuka - próbowała się wymigać.

- Szczerze mówiąc, myślę, że jesteś - zlustrował od góry do dołu dwudziestolatkę. - Mogę wejść?

- Przepraszam, ale kompletnie pana nie znam - Deidre pokręciła głową w dezaprobacie zamykając drzwi. Nagle cała jej bezsenność uleciała. Chciała położyć się spać. Powoli zdawała sobie sprawę, że może Sophie ma rację. Powoli. Podążała wolnym krokiem do salonu, gdzie od ostatniego miesiąca spała na kanapie. Nie mogłaby znieść uczucia, kiedy leżałaby sama na łóżku dwuosobowym, na którym owszem, jeszcze niedawno co wieczór zasypiały dwie osoby.

Przerwało jej pukanie do drzwi. Domyślała się, że być może niejaki Louis Tomlinson nadal stoi pod jej drzwiami. Jej podejrzenia nie okazały się być błędne.

- Co ci dolega? - powiedziała lekko zirytowana, co podkreśliła przez niemal niewidoczne tupnięcie nogą.

- Muszę z tobą porozmawiać - odrzekł trzymając jakiś skrawek papieru w ręce.

- Zapewniam, że nie powiem ci nic ciekawego - odburknęła. Deidre zawsze łatwo się denerwowała. Nie obchodziło ją co pomyślą inni. Robiła to, co chciała i to, co do niej należało bez żadnego 'ale'. W tamtej chwili także miała gdzieś to, że zachowywała się w stosunku do nieznajomego, zapewne starszego faceta jak gówniara.

Kiedy już chciała zatrzasnąć mu drzwi przed nosem i sfrustrowana odejść w stronę kuchni, aby zrobić sobie herbatę na ochłonięcie, usłyszała coś, co sprawiło, że świat się zatrzymał. Mogła przysiąc, że na chwilę straciła świadomość.

- Harry chciał, żebym się z tobą spotkał.

Twarz dziewczyny z chwili na chwilę robiła się coraz bledsza, o ile było to możliwe.

- Kim pan jest? - spojrzała nieufnie w jego oczy po czym odchrząknęła.

- Mogę wejść?


- Nie jestem nikim nadzwyczajnym - odparł popijając łyk kawy. - Mam dwadzieścia trzy lata, mieszkam w centrum Londynu i pracuję w studiu tatuaży.

Deidre zanim zeszła do tematu dlaczego mężczyzna naszedł ją o czwartej rano i właśnie teraz siedzi tu z nią pijąc kawę, chciała się wszystkiego o nim dowiedzieć. Kim jest, ile ma lat i czy nie jest potencjalnym mordercą czy gwałcicielem. Szczególną uwagę przywiązała do słów wcześniej przez niego wypowiedzianych, kiedy jeszcze stał na korytarzu. Wiedział jak ona ma na imię, co więcej, wspomniał o Harry'm.

- Nie wyglądasz na tatuażystę - spojrzała na niego podejrzliwym wzrokiem. Był ubrany całkiem elegancko, w czarne, długie spodnie i szafirowy sweter w serek. Nigdzie nie mogła dopatrzeć się choćby jednego tatuażu, co było dziwne jak na osobę o takim fachu.
Niebieskooki złapał ją na lustrowaniu go wzrokiem.

- Chciałem cię znaleźć, ale nie wiedziałem jaka jesteś. Niektórzy ludzie kiedy widzą kogoś z przynajmniej jednym rysunkiem na ciele od razu zamykają drzwi - zaśmiał się. - Więc ubrałem się w to.

Deidre nie wyglądała na przekonaną, ale informacja na temat zatrudnienia Louis'a Tomlinson'a nie była jej potrzeba do życia. Równie dobrze mógłby pracować przy kasie w Walmart'cie lub handlować narkotykami.

- Dobrze, więc po co do chciałeś mnie znaleźć? - Deidre nadal nie rozumiała po co ten człowiek przejechał taki kawał drogi z Londynu do Birmingham.

- Znałem Harry'ego - odparł wyraźnie zranionym głosem. - Dużo mi o tobie opowiadał - westchnął szatyn. Na jego twarzy wymalowane było skupienie. Patrzył się na jeden punkt. W jego głowie, jak film, odtwarzały się wspomnienia ze zmarłym chłopakiem.
- Ale nie rozumiem dlaczego to zrobił - pokręcił głową, a po jego policzku spłynęła pojedyncza łza.

Deidre również była bliska płaczu. Wstrzymała oddech i odepchnęła od siebie nękające ją przez cały czas wspomnienia.

- Skąd go znałeś?

- Pamiętam jakby to było wczoraj - Louis powiedział nieco donośniej. Miał bardzo wyraźny akcent, który towarzyszył niespotykanej barwie głosu. Od razu na jego twarz wpełzł uśmiech, przez co utworzyły się dwie zmarszczki w kącikach oczu.
- Miał szesnaście lat kiedy zrobiłem mu pierwszy tatuaż. Przyszedł do naszego studia kiedy ja akurat byłem pierwszy dzień na praktykach. Rzuciłem szkołę dla tego, co robię. I wcale nie żałuję - uśmiechnął się. - Niczego nie żałuję.

- Jego pierwszym tatuażem był krzyżyk wewnątrz dłoni - odezwała się Deidre. Doskonale pamięta dzień, w którym go o niego zapytała.

- Co ma oznaczać ten krzyż?
- To nie jest krzyż - zaśmiał się
- Iks?
- Też nie - pokręcił głową w rozbawieniu nadal utrzymując swoją dziewczynę na kolanach. Siedzieli na plaży w lekkich podmuchach bryzy morskiej. Wtedy mogli żyć beztrosko.
- Plusik? To żałosne - sprzeczała się z nim.
- Sam nie wiem jak to nazwać. Gdybym był wierzący, byłby to krzyż. Ale nie jestem, więc jest to coś na podobieństwo iksa - pocałował szatynkę w policzek.
- Bez żadnego znaczenia?
- Wierz w siebie, Dei. Oznacza to, że wierzę w siebie.
 

- Tak. Mogłem mu zrobić ten śmiesznie łatwy tatuaż. To była okazja do sprawdzenia się w tym fachu. Zakumplowaliśmy się, mieliśmy dużo wspólnego - Louis spojrzał na mnie pociągając nosem.
- Ale rozczarował mnie w pewnych kwestiach - mówiąc to szybko odwrócił swój wzrok na swoje dłonie splecione razem na stoliku.

Rozmowę przerwał telefon dziewczyny. Dzwoniła Sophie, jak zawsze o szóstej rano.

- Dochodzi szósta, za chwilę będzie tu moja przyjaciółka, więc lepiej, żebyś już poszedł - szatynka oznajmiła chłopakowi wstając. - Miło było cię poznać.

- Ciebie również, może umówisz się jutro ze mną na kawę?

Propozycja Louis'a kompletnie zbiła dziewczynę z tropu. Nie wiedziała do końca co ma myśleć. Właśnie przez śmierć Harry'ego jej życie straciło sens. Nie wychodziła od przeszło miesiąca z domu i nagle ma normalnie funkcjonować? Nie była pewna co do Tomlinson'a.

Harry był przyjacielem dla wszystkich, tak jak powiedziała to Sophie, ale niebieskooki zdawał się wiedzieć coś więcej. Wiedzieć coś, co mogło pozwolić Deidre spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Ale czy lepszej?


____________________

Kochani, mamy rozdział drugi. Proszę z całego serca o komentarze i wyrażanie swojej opinii. Mam nadzieję, że historia przypadnie wam do gustu :)


sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział 1

  Dwudziestolatka chodziła bezcelowo po mieszkaniu. Od kilku dni nie wiedziała co ze sobą zrobić. Najprostszą opcją było po prostu samobójstwo. Koniec z depresjami, problemami i cierpieniem. Ale czy to takie łatwe? Nie. Nie chciała popełnić kolejnego błędu. Nie chciała być powodem cierpienia swoich bliskich, ponieważ doskonale wiedziała, jak to boli. Minął miesiąc od śmierci Harry'ego, lecz również miesiąc od znalezienia przez nią listu od chłopaka. Myślała wtedy, że to kolejny jego głupi żart. Wieczorem dostała telefon o znalezieniu ciała w hotelu w Irlandii, gdzie szatyn wybył na krótkie wakacje. Przez cały ten czas myślała o niejakim zeszycie wspomnianym przez chłopaka, ale nie była w stanie zabrać się za przeszukanie ich wspólnej sypialni.

- Dei, nie masz tu innych herbat? - odrzekł zdesperowany głos dochodzący z kuchni. Deidre lekko wzdrygnęła się na przezwisko użyte przez Sophie do jej osoby. Dei.
Z jego ust zawsze perfekcyjnie to brzmiało.

- Jest tylko czarna - westchnęła szatynka. Opieka nad nią była wręcz wskazana, dlatego też jej znajomi i przyjaciele nie wychodzili za progi mieszkania dwudziestolatki ani na krok.

- Tylko czarna i czarna. Nigdy nie lubiłaś, zresztą tak, jak ja - nieco rozbawiona już blondynka weszła do salonu, w którym przebywała jej przyjaciółka. Ślepy by zauważył, że z dziewczyny nie pozostało już nic. Smutna, rozdarta dusza (o ile ta dusza się jeszcze nie wykruszyła) w drobnym, ostatnio kościstym ciele. Sophie poczuła ukłucie w sercu, kiedy spojrzała na nieludzko wystające obojczyki dziewczyny, następnie na jej dłonie, w których trzymała papierek złożony w kostkę.

- Co tam masz?

Deidre zacisnęła palce wokół papieru zgniatając go. Jej wzrok był pusty, ale w tej pustce można było dostrzec prawdziwe cierpienie. Jej usta uformowane w cienką linię i przeszklone oczy były dowodem na to, że dziewczyna próbowała ze wszystkich sił się nie rozpłakać.

- On to trzymał - pękła podając skrawki przyjaciółce. Sophie doskonale wiedziała co właśnie trzymała w dłoni. Nie pierwszy raz już czytała treść listu od zmarłego chłopaka. Znała już go prawie na pamięć i w sumie nie wiedziała dlaczego w ogóle zaczęła się zastanawiać co dziewczyna mogła trzymać w ręce.

- Spokojnie - blondynka potarła dłonią plecy szatynki w pocieszającym geście. Nie miała zamiaru wiecznie jej pocieszać. Doskonale znała Deidre. Przyjaźniły się od wielu lat i szczerze nigdy, aż do tej pory, nie poznała jej od tej strony. Kiedyś każdy, kto usłyszał jej imię i nazwisko znał tą dziewczyną. Piękna, pewna siebie, silna… Można by było wymieniać. A teraz? Zamknięta w sobie, zaniedbana i rozdarta. Ale kto by się zdziwił?

- Zapomnij o nim - Sophie przerwała chwilę ciszy dosyć mocnymi słowami jak na obecne okoliczności. - Harry był dla nas wszystkich przyjacielem - powiedziała smutno, lecz donośnie. Miała zamiar wyciągnąć dwudziestolatkę z tego dołka i pomóc jej żyć dalej.
- Myślę, że dobrze by było gdybyś jednak znalazła ten zeszyt - głos studentki rozniósł się po pokoju. - Będziesz wtedy miała jakąś jego część.

Deidre spojrzała się na nią jakby ujrzała ducha. Słowa koleżanki kompletnie ją ogłupiły. Nie miała siły myśleć o nim, co dopiero szukać jakiejś rzeczy należącej do niego.

- Pomyśl o tym, idę na zajęcia - oznajmiła Sophie praktycznie promieniejąc. Chciała choćby w najmniejszym stopniu przenieść swoją pozytywną energię na przyjaciółkę. Nie skutkowało.

Blondynka była na drugim roku w miejscowym collegu. Od przeszło roku namawiała Deidre na to, aby także przeniosła się do akademiku, ale ona wolała beztroskie życie u boku kochającego, dobrze ustatkowanego mężczyzny ze świetlaną przyszłością. Harry pochodził z bogatej, prawniczej rodziny, zaś Deidre od zawsze pasjonowała się literaturą. Chciała zostać pisarką, więc Sophie nie widziała niczego na przeszkodzie aby podszkolić się w collegu, ale to osobista decyzja. Przynajmniej teraz nie musiałaby siedzieć całymi dniami w mieszkaniu i rozmyślać 'co by było gdyby'.


- Sprzedaj mieszkanie - propozycja rzucona przez Anne Styles po drugiej stronie telefonu była wypowiedziana z niewzruszoną łatwością.

- Proszę pani - szatynka delikatnie zaczęła ale jej przerwano.

- Byłyśmy na ty - skarciła ją. Kobieta była typową bizneswomen po czterdziestce. - Wiem, że jest ci ciężko, nam też. W końcu był naszym jedynym dzieckiem - Deidre usłyszała, jak mamie Harry'ego załamuje się głos.
- Do rzeczy. Mówiła, sprzedaj mieszkanie. Jest dużo warte, pieniądze będą dla ciebie kochanie - Anne promieniała. - Mogłabyś kupić sobie nowe, zostawić wspomnienia za sobą.

- Anne, to bardzo śmiałe z twojej strony - dziewczyna uśmiechnęła się. - Również miłe, ale nie wiem czy mogłabym to zrobić.

- Rozumiem cię. Po prostu pomyśl o tym - wyczuwalne było, że kobieta uśmiechnęła się w tamtym momencie. - Przepraszam cię, muszę kończyć - mówiąc to, rozłączyła się.

Wszyscy dookoła mówili tylko 'pomyśl o tym'. Sęk w tym, że dziewczyna nie chciała o niczym myśleć.

Mijały kolejne dni, stan psychiczny jak i fizyczny szatynki polepszał się w miarę możliwości jej znajomych. Odzyskiwała wiarę i nadzieję na lepsze życie i powoli próbowała pogodzić się z rzeczywistością. Nie prawdą było to, co jej mówili. Jak miała o nim zapomnieć? Zapomnieć o najlepszej części jej życia? Nie chciała tego. Nigdy o nim nie zapomni. Po prostu będzie żyć ze świadomością, że już nigdy nie poczuje zapachu jego wody kolońskiej czy jego delikatnych ust.


W normalnych okolicznościach nikt nie otwiera drzwi komuś, kto puka o czwartej nad ranem do drzwi, ale niesenność dziewczyny pozwoliła na popełnienie tego błędu. Przekręciła zamek i jeszcze chwiejnymi ruchami otworzyła drzwi.

- Ty jesteś Deidre? 





__________________________________________

God damn it mamy pierwszy rozdział!
Wolno pisane, od razu mówię :)

Więc… Co myślicie o Deidre? Sophie? Anne?
Może macie już swoją podświadomą opinię na temat osoby Harry'ego?

Jak myślicie, kto zapukał do drzwi? :D


niedziela, 13 lipca 2014

Prolog

Kochana Deidre,

Nie byłbym zaskoczony, jeżeli czytałabyś ten list, a mnie już przy Tobie nie było. Co mam powiedzieć? Na pewno tęsknię, tęskniłem. Przez cały miesiąc w którym byłem w Irlandii wiele się zmieniło. Przemyślałem wszystkie sprawy i chcę Ci tylko powiedzieć, że nigdy Cię nie zapomnę. To właśnie ty zapaliłaś to światełko w moim sercu, ale była także osoba, która rozpaliła je jeszcze bardziej. Nie umiałem, nadal nie umiem wybrać. Ale nie chcę wybierać. Dei, jesteś dla mnie wszystkim. Pamiętam tą nieśmiałą szatynkę siedzącą przy fontannie w centrum handlowym. Czytałaś książkę, nawet pamiętam tytuł. "Wichrowe Wzgórza". Mieliśmy około 17 lat, wygłupiałem się wtedy z Matt'em w okolicach zbiornika z wodą i szturchnąłem Cię niechcący, przez co z Twoich dłoni romans autorstwa






Żegnaj, kochanie.

czwartek, 10 lipca 2014

I loved you first - wstęp

Dwudziestodwuletnia Deidre zawsze twierdziła, że nadano jej wprost idealne imię. Smutna kobieta ze złamanym sercem? Utwierdził ją w tym przekonaniu dziennik zmarłego chłopaka dziewczyny, który znalazła w ich mieszkaniu. Stosunkowo gruby, oprawiony w skórę zeszyt, którego treść z każdą sekundą zabijała również i ją.
Nigdy nie pomyślałaby, jakie sekrety ukrywał przed nią mężczyzna jej życia. Człowiek, którego kochała całym sercem.
Dziennik Harry'ego Styles'a skrywał odpowiedzi na wszystkie zadane jak i nie zadane pytania. Był odzwierciedleniem jego duszy.

"Tylko samotni piszą pamiętniki."