- Dzięki - odparła bez wyrazu ciągle klikając w jeden i ten sam przycisk na pilocie.
Blondynka przy rozpakowywaniu świeżo zrobionych zakupów dla przyjaciółki, jak co rano, zauważyła na stole dwa puste kubki po kawie. Było ułożony na przeciwko siebie, więc dziewczyna nie miała wątpliwości, czy ktoś tu był.
- Miałaś gościa? - zaniepokojony głos doszedł do salonu, w którym rozzłoszczona Deidre szukała programu.
- Tak - powiedziała nie wyraźnie. Sophie stanęła obok niej przyglądając się uważnie temu, co robiła.
- Dlatego właśnie nigdy nie lubiłam telewizji! Nic w niej nie ma - burknęła szatynka i zrezygnowana rzuciła pilota na drugą część kanapy.
- Kto tu był?
- Co? - Deidre spojrzała na przyjaciółkę.
- Pytałam się, kto u ciebie był. Dei, obudź się w końcu.
- No właśnie! - dziewczyna odzyskiwała energię, niestety nie pozytywną, lecz na odwrót.
- Miałam ci to opowiedzieć. Dzisiaj około czwartej próbowałam zasnąć, kiedy usłyszałam donośne pukanie do drzwi. Brak snu pozwolił mi na otworzenie drzwi - mówiąc to ziewnęła.
- Deidre, jesteś coraz głupsza - blondynka wykorzystała okazję, kiedy dziewczyna nic nie mówiła. - Kto normalny o tej godzinie puka? Do prywatnego mieszkania?
- Chcę ci powiedzieć, że otworzyłam i stał tam Louis. Powiedział, że na pewno Harry chciał, żebym go poznała. Wprosił się na kawę, porozmawialiśmy i dzisiaj chyba też się z nim spotkam, więc idź - dwudziestolatka mówiła jak nakręcona.
- Wolniej, wolniej - zaśmiała się przyjaciółka. - Jaki Louis? Przystojny? Podoba Ci się?
- Naprawdę idź już na zajęcia - Deidre obdarzyła ją przyjaznym uśmiechem i ponagliła w stronę wyjścia.
- O nie moja droga. Natychmiast masz mi opowiedzieć wszystko. Wszystko! - podkreśliła.
- Soph, to nic takiego. Jest całkiem atrakcyjny, jest tatuażysta ale… Zna Harry'ego.
- Wiele ludzi go zna? - wzruszyła ramionami. - Znało - poprawiła się. - Wiem, że to boli, rozumiem cię. Dei, nawet nie wiesz, jaka jestem szczęśliwa, że widzę cię wprost promieniejącą. Przez tyle czasu zadręczałaś się tym, że go z nami nie ma. Na pewno nie chciałby doprowadzić cię do tego stanu.
Mówiąc to, dziewczyna uderzyła w kolejny czuły punkt Deidre.
- Nie, ty nic nie rozumiesz - pokręciła głową z wydostającymi się łzami z oczu. - Cholerne nic! Nigdy nikogo nie straciłaś!
- Ej! Ja chcę ci pomóc, ciągle to robię! Ale sama nie dajesz nic od siebie. Masz zamiar spędzić całe życie w tym mieszkaniu, użalając się nad sobą? Albo goniąc przeszłość? Przeszłości nie ma, umarła. Tak. Dosłownie, umarła. Harry jest twoją przeszłością i pogódź się z tym, ponieważ mówię to otwarcie. Go już nie ma. I naprawdę mi przykro, ale weź się w garść, albo zostaniesz sama - Sophie jej wygarnęła. Zapadła głucha, niewygodna cisza podczas gdy dziewczyny wpatrywały się przez chwilę w siebie. Było można wyczuć w powietrzu wszystkie uczucia. Złość, smutek, ból, cierpienie, panikę i miłość.
- A jeśli idziesz na spotkanie z tym tatuażystą, cała w skowronkach tylko dlatego, że powiedział "Harry chciałby, żebyś mnie poznała" - zacytowała. - To lepiej nie idź.
Deidre nie wiedziała co ma myśleć. W jej głowie rozpętał się huragan wspomnień, ale ponownie zapadła pustka, przypominając jej po raz kolejny w jakim stanie się znalazła. Doskonale sobie zdawała sprawę z tego, co mówiła do niej przyjaciółka. Doskonale o tym wiedziała. Wiedziała, że to prawda, ale bała się tego przyznać. Nie chciała uwierzyć w tą prawdę.
- Lepiej idź już na zajęcia - odparła półszeptem szatynka. Sophie skierowała się w stronę wyjścia zakładając na ramię czarną, skórzaną torebkę.
- Tak na marginesie, w zeszłym roku zmarł mój dziadek i... - powiedziała obojętnie ze smutnym uśmiechem na ustach i wyszła.
Dwudziestolatka poczuła się jak śmieć. Nie powinna tak naskakiwać na swoją przyjaciółkę, która ciągle przy niej była. W dodatku nie powinna mówić o utracie kogoś, ponieważ zapewne nikt inny niż Sophie nie przekonał się na własnej skórze lepiej niż ona, jak to jest kogoś stracić. W wieku dwunastu lat została osierocona, jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Musiała wyprowadzić się z dalekiego Los Angeles do Londynu, gdzie mieli wychowywać ją dziadkowie. Właśnie wtedy jako jeszcze młode nastolatki te dwie dziewczyny się poznały. Sophie nie dosyć, że co roku przeżywa bardzo mocno rocznicę śmierci jej rodziców, to do tego dochodzi jeszcze dziadek, z którym się bardzo związała.
Deidre nie mogła uwierzyć, że w ogóle powiedziała do niej coś tak głupiego. Nie wiedziała sama, co miało to oznaczać. Zapomniała przez co jej przyjaciółka przeszła? Czy może miała na myśli utratę partnera? Szatynce było wstyd i miała ochotę zapaść się pod ziemię, ale równocześnie gonić w ramach złożenia przeprosin, swoją przyjaciółkę.
♡
- Louis Tomlinsos? - Deidre powiedziała do telefonu. W odpowiedzi usłyszała tylko niewielki śmiech.
- Tomlinson, ale tak - dalej rozbawiony głos rozbrzmiał w jej głośnikach. - Deidre?
- Tak, przepraszam. Nie czuję się dzisiaj najlepiej - miała na myśli raczej, że w ogóle ostatnio nie czuje się dobrze. Miała na myśli to, że jej myśli ograniczają się jedynie do samobójstwa i rozpaczy, ale inteligentnie, skutecznie i sprytnie ujęła to wszystko w wypowiedzianym przez nią zdaniu.
- Ale twój telefon mam rozumieć za chęć spotkania się ze mną na kawę?
- Może...
- Genialnie, w takim razie widzimy się w Glass Café o szesnastej? Wybacz, że tak późno, ale aktualnie jestem na konwencji tatuażu, spróbuję się wyrwać - odparł spokojnie.
- Uhh, jasne. Do zobaczenia.
Deidre sama nie wiedziała w jakim celu ma się z nim spotkać. Czy faktycznie chciała go lepiej poznać i wieść normalne życie, czy będzie drążyć temat Harry'ego?